czwartek, 30 maja 2013

Rozdział III

Każdego czytelnika proszę o komentarz, bo to dla mnie naprawdę ważne. Wiem co się podoba, a co powinnam zmienić. Piszcie też o błędach, które zauważycie, następnym razem zwrócę na nie uwagę :D Zapraszam do czytania! Rozdział jest spóźniony o dzień, bo miałam w tygodniu wiele rzeczy do zrobienia, wybaczcie :D Wiecie jak ja bym chciała Wam wyjawić pewną tajemnice w związku z opowiadaniem? No, ale nie mogę, dowiecie się wszystkiego w swoim czasie. A i może jak będzie dużo komentarzy to wcześniej dodam nowy rozdział? Kto wie?

______________________________________________________________________________

LEAH

   Zbliżał się czas pożegnania. Nie cierpiałam, gdy ktoś szedł "na tamtą stronę", ale czasu, gdy trzeba było powiedzieć "do zobaczenia", nienawidziłam. Najgorszy był strach. Nie wiesz czy osoba opuszczająca azyl wróci. Możliwe, że już nigdy jej nie zobaczysz. Sama świadomość tego, co może się stać jest straszna, wręcz przerażająca.
   Znajdowaliśmy się niedaleko ogrodzenia. Nie było pod napięciem, szczerze mówiąc: znajdowało się pod prądem tylko, gdy ktoś uciekł albo wykryto osobę "pracującą" dla nas.
   Ciemne chmury "zbierały się" nad lasem. Wiał lekki wiatr. Będzie padał deszcz, jestem tego pewna. Zabawne, że pogoda odzwierciedlała mój nastrój. 
   Travis zmierzał ku nam, wszyscy odwrócili się w jego stronę. Próbował iść swobodnym krokiem, ale był spięty, zauważyłam to. Żegnał się z każdym po kolei, nikogo nie ominął. Wreszcie dotarł do mnie i Lucas'a, staliśmy na szarym końcu. 
- Tylko się nie rozklejcie, bo nigdzie nie pójdę - lekko się uśmiechnął, co dodało mi odwagi. Nagle zrozumiałam, że boję się bardziej niż Travis. 
- Pokaż im tam i nie daj się - Luke klepnął przyjaciela w ramię i podszedł do reszty zebranych. Zostałam sam na sam z chłopakiem.
- Dasz radę - powiedziałam po chwili milczenia.
- Jasne, że tak - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. - Do zobaczenia - pomachałam mu na pożegnanie, a chwilę później chłopak zniknął za drzewami. Chwilę stałam i wpatrywałam się w tamto miejsce, jakbym wierzyła, że wróci. Wiedziałam, że tak się nie stanie, ale można mieć nadzieję. Ona umiera ostatnia.
- Masz ochotę się przebiec? - usłyszałam głos Lucas'a, tuż obok mojego ucha. Kiwnęłam głową i chwilę później przemierzaliśmy las. To był nasz sposób na odstresowanie. 
   W trakcie biegu czułam się wolna, myślałam, że mogę wszystko. Uwielbiałam uczucie, gdy wydawało mi się, że już na więcej mnie nie stać, ale mimo wszystko mi się udawało. 
   Kłucie w piersi, ból w nogach był przyjemny. Pokazywał mi, że się postarałam. 
   Zatrzymałam się i oparłam dłonie na kolanach, ciężko dysząc. Lucas znalazł się koło mnie.
- Od razu lepiej, nie? - zapytał z uśmiechem na ustach.
- I to o wiele lepiej - odparłam opadając na ziemię. Poczułam kroplę wody na skórze. Zaczęło padać. Woda przemoczyła nas do suchej nitki, ale nam to nie przeszkadzało.
- On wróci - blondyn martwił się o przyjaciela w takim samym stopniu jak ja. Znali się od dziecka.
- Wróci - potwierdziłam. Słowa potrafiły podnieść na duchu. Naprawdę wierzyłam w to, że Travis sobie poradzi i gdy będzie po wszystkich pojawi się tutaj cały i zdrowy.

EILEEN
   
   Dowiedzenie się prawdy o śmierci mojej mamy nie pomogło mi przed wcześniejszą ewaluacją. Zaczęłam się stresować. Może mój tata powiedział mi o tym, żeby pamiętała kto jest moim wrogiem. Tego nie wiem.
   Nie miałam też odwagi spytać się: "dlaczego właśnie teraz mi to mówisz?", byłam w szoku. Możliwe, że przypominałam April, gdy powiedziałam jej najświeższą informacje. Dziewczyna szeroko otworzyła oczy i krzyknęła:
- Co za świnie!- wszyscy przechodnie odwrócili się w naszą stronę. Wtedy postanowiłam, że nigdy nie powiem jej niczego, co mogłoby ją "wzburzyć". 
   W tym momencie siedziałam w poczekalni. Ewaluacja zbliżała się wielkimi krokami i mimo mojego, psychicznego, oporu nie chciała odejść. Gdy będzie już po wszystkim będę się śmiała ze swojego strachu. Jestem dobrze przygotowana i sobie poradzę, próbowałam "zagrzać się do walki". Drzwi prowadzące do pomieszczenia naprzeciwko otworzyły się. Na korytarzu pojawiła się kobieta w białym fartuchu. Wszyscy skierowali wzrok w stronę, co wywnioskowałam po stroju, pielęgniarki. Spojrzała się na niebieską podkładkę i wyczytała nazwisko:
- Eileen Jones - podniosłam się z krzesła - chodź za mną - spełniłam prośbę kobiety. Teraz byłam zdana na jej łaskę lub niełaskę.

***

   Szłyśmy krętymi korytarzami. Myślałam, że za drzwiami ukryte jest pomieszczenie, w którym przebywa komisja ewaluacyjna. Jak można się domyślić, myliłam się. 
   W końcu stanęliśmy przed zielonymi drzwiami, przy których stało dwóch strażników. Jeden z nich spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, jakby był zdziwiony, że mnie tutaj widzi. Przez chwilę miałam wrażenie, że chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. 
   W czasie, gdy pielęgniarka wpisywała kod na panelu przyjrzałam się mężczyźnie. Był młody, najwyraźniej dopiero zaczynał pracę. Starał się na mnie nie patrzeć, ale dało się zauważyć, że jego prawe oko mi się przygląda. Zielony kolor oczu odznaczał się na bladej twarzy, nie miałam pojęcia czy zawsze tak wyglądał, czy zbladł na mój widok. Ciemne włosy sterczały na wszystkie strony.
   Usłyszałam cichy trzask i kobieta otworzyła przede mną drzwi. Weszłam do ciemnego pomieszczenia, nie oglądając się za siebie.
   Przeszliśmy przez krótki korytarz i moja towarzyszka otworzyła kolejne drzwi, za którymi znajdowało się miejsce, w którym przebywali członkowie komisji. Stanęłam na środku pokoju.
- Dzień dobry. Eileen Annie Jones - przedstawiłam się. Przede mną siedziała kobieta w czarnej marynarce, jej włosy upięte były w kok. Obok niej siedziała kolejna kobieta i dwóch mężczyzn, jeden z nich wyglądał na lekarza.
- Opowiedz nam coś o sobie - zaczęła kobieta w czarnej marynarce, musiała być przewodniczącą komisji.
   Tylko spokojnie, wiesz co masz powiedzieć, znasz to na pamięć - próbowałam się uspokoić. Zdenerwowanie w najwyższym stopni zawsze ujawniało się w najważniejszym momencie. 
- Jak już wspomniałam mam na imię Eileen. Mieszkam z ojcem i jego żoną Shannon i ich synem Banning'iem, często się nim zajmuję i lubię to robić - zrobiłam krótką pauzę i w tym momencie wtrącił się mężczyzna, którego uznałam za lekarza:
- A co się stało z twoją matką? - wiedziałam, że o to zapytają. Uprzedzano mnie o tym. Kiedyś powiedziałabym, że zmarła przy porodzie, ale teraz sytuacja się zmieniła.
- Zamordowano ją. Oni ją zamordowali - nie musiałam używać słowa: "Odmieniec", wiedzieli o kogo chodzi. Kiedyś udawano, że Oni nie istnieją, że są wymysłem ludzi, ale od niedawna otwarcie się o nich mówi. Wiedziałam, że w moim głosie słychać nienawiść. - Kontynuując: lubię uczyć się chemii. Wszystko jest w niej jasne i klarowne. Gram w w szkolnej drużynie siatkarskiej, liczy się tam współpraca, a to jest bardzo ważne. Lubię porządek. Uwielbiam gotować - kiwnęłam głową na znak, że skończyłam przemowę.
- Teraz zadamy ci kilka pytań. Jaki jest twój ulubiony kolor i dlaczego? - zapytała kobieta, siedząca obok przewodniczącej.
- Niebieski, ponieważ mnie uspokaja - to była i bezpieczna odpowiedź i prawdziwa. Kolor nieba sprawiał, że stawałam się spokojna. Odpowiedziałam na jeszcze kilka pytań o szkołę, rodzinę i zainteresowania. Ostatnie zapytanie mnie zaskoczyło:
- Co sądzisz o Odmieńcach?
- Uważam, że potrzebna jest im pomoc, którą tylko nasza strona może im zapewnić. Musimy zrobić wszystko, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby - powiedziałam a członkowie komisji uśmiechnęli się.
- Dziękujemy, Eileen - kobieta w białym fartuchu poprowadziła mnie do wyjścia. Wychodząc przez zielone drzwi i idąc dalej korytarzem czułam na sobie wzrok strażnika.

7 komentarzy:

  1. Widać, że w opisie ewaluacji kierowałaś się książką. Podoba mi się to, że nie próbujesz wprowadzać dziwnych modyfikacji, tylko piszesz o tym, co wszyscy kochamy.
    Jeśli chodzi o błędy, widzę, że masz mały problem z użyciem apostrofów. Używamy ich, gdy obcojęzyczne imię kończy się na samogłoskę, np. Luke'a (Ale NIE Lucas'a ani Banning'a. W takich wypadkach odmieniamy bez apostrofu, np. Travisa.).

    OdpowiedzUsuń
  2. super! tak jak wspominałam ostatnio, historia Eileen ciekawi mnie o wiele bardziej niż Leah i cieszę się, że tym razem rozdział poświęcony był w większej mierze właśnie jej.
    czekam na roz. 4 ;)

    a co do Leah: możesz mi coś przypomnieć? nie chce mi się czytać historii od początku, bo od czytania na komputerze bolą mnie oczy.. ona przyjaźni się z obydwoma chłopcami, ale podoba jej się Travis, tak? chyba że to nie było podane 'oficjalnie', wtedy nie mów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaźni się z obydwoma, a co do tego kto jej się podoba zdradzić nie mogę :D Dowiesz się w dalszych rozdziałach ;P

      Usuń
  3. świetnie! cieszę się że o Eileen tym razem jest więcej ;) nie mogę doczekać się 4 rozdziału ;D a tym że robisz błędy się nie przejmuj każdemu czasem zdarzy się pomylić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialnie ! Cieszę się, że można tu poczuć klimat książki. ;) Z niecierpliwością oczekuję kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmmm, czo ten strażnik :D?
    Ciekawa jestem :3
    Czuje to Delirium <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow, świetnie. Fajnie, że opisujesz ewaluację tak, jak została opisana w książce. Obie historie są bardzo ciekawe. Ogółem Twój styl pisania jest wciągający, czytelnik się nie nudzi :D
    Więc pisz dalej, a ja z chęcią będę tu wpadała :D

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne i mobilizują mnie do dalszego pisania! Miło by było, gdyby każdy zostawił coś po sobie, nawet krótki komentarz :))