środa, 5 czerwca 2013

Rozdział IV

LEAH

   W powietrzu unosił się zapach spalenizny. Otworzyłam oczy. Płomienie "lizały" liście i gałęzie. Próbowałam wstać, ale coś mnie krępowało. Nie. Ktoś siedział na mnie i "przyciskał" moje ramiona do ziemi.
   Starałam się dostrzec twarz napastnika, ale za każdym razem, gdy wydawało mi się, że kogoś rozpoznaje, ten ktoś odwracał się i coś krzyczał. Nie mogłam rozróżnić słów.
   Zaczęłam się miotać, wtedy napastnik zaczął mnie dusić. Z każdą chwilą zaczynało mi coraz bardziej brakować powietrza. Zanim straciłam przytomność, usłyszałam:
- Załatwić ich wszystkich! - tych słów nie chciałam zrozumieć.

   Obudziłam się z głośno bijącym sercem. Miałam wrażenie, że ten dźwięk obudzi połowę osób śpiących w pomieszczeniu. Pojawił się nowy koszmar, wspaniale. O jednym komuś powiedziałam, to zaczął prześladować mnie kolejny.
   Wstałam i na palcach poszłam do miejsca, które służyło nam za kuchnie. Na środku stał stół, przy którym mieścili się wszyscy.
   Zaschło mi w gardle. Strach, nawet taki związany z wydarzeniami, które rozgrywają się w naszej głowie, potrafi zrobić swoje. Potrafi zagnieździć się w naszej podświadomości i wyjść w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego się go tak boimy. Bo może nas zaskoczyć w każdej chwili.
   Podeszłam do blatu, zrobionego ze starych desek, i nalałam trochę wody do szklanki. Mimo ciemności panującej w pomieszczeniu widziałam doskonale, kwestia przyzwyczajenia. Wypiłam życiodajny płyn i od razu poczułam się lepiej.
   Ruszyłam w stronę pomieszczenia służącego za sypialnie. Omal nie wpadłam na kogoś wchodzącego do kuchni. Prawie krzyknęłam, ale w porę się powstrzymałam. Najadłam się kolejną porcją strachu. 
   W ciemnościach nie mogłam rozpoznać twarzy dziewczyny.
- Co ty tutaj robisz? - usłyszałam cichy głos. Od razu go rozpoznałam. Kelly.
- Mogłabym zapytać cię o to samo - odpowiedziałam szeptem, a przyjaciółka się zaśmiała.
- W sumie racja. Masz ochotę na pistacje? - zapytała, wyminęła mnie i weszła w głąb pomieszczenia. Po chwili zastanowienia dołączyłam do niej.
   Kelly szukała świeczki, którą mogłaby oświetlić kawałek stołu. Po kilku minutach i odrobinie hałasu, spowodowanego szuraniem naczyń, udało jej się.
   Zapałką zapaliła lont i skierowała się w stronę stołu. Świeca oczywiście zgasła.
- Zapal ją przy stole a ja wezmę pistację - zaproponowałam, powstrzymując śmiech. Kelly zawsze chodziła ze świeczkami i one zawsze jej gasły. Nawet po długim czasie nie nauczyła się, że musi robić inaczej. Niektóre przyzwyczajenia zostają z nami na zawsze.
   Otworzyłam górną szafkę i wyjęłam pudełko pistacji. Zawsze dostajemy je w paczkach od sympatyków. 
   Usiadłam naprzeciwko Kelly.
- Czyń honory - powiedziałam i podsunęłam jej opakowanie. Uśmiechnęła się.
   W Głuszy panuje zasada, że zawsze trzeba się dzielić jedzeniem i nie wyjadać zapasów, ale my nie będziemy miały wyrzutów sumienia. Dlaczego? Bo tylko my lubimy pistacje. Inni nawet na nie nie patrzą. Niby nie powinno się wybrzydzać i tak mamy mało jedzenia, ale każdy z nas czegoś nie je. Na przykład: ja nie przepadam za orzechami laskowymi, a Kelly za pomarańczami, które od czasu do czasu są nam dostarczane. 
   Wzięłam kilka pistacji i włożyłam je do ust. Niemal rozpłynęłam się, czując ich smak. Uwielbiałam je.
- Dawno ich nie jadłyśmy, nie? - zagaiła moja towarzyszka.
- Mam wrażenie, że od wieków - odpowiedziałam.
- Ja też. Jak się czujesz? - zapytała. Znałyśmy się jak dwa stare konie, a pistacje jadłyśmy tylko wtedy, gdy miałyśmy gorszy dzień. Rarytas na wyjątkowo beznadziejne sytuacje, można by powiedzieć.
- Jest dobrze - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.  - A ty? - spytałam po chwili milczenia. Wiem, że miała wyrzuty sumienia, ponieważ wysłała Travisa. Chciała, aby Fee poszedł na drugą stronę i wszystko wyjaśnił, ale chłopak sam się zaoferował z pomocą. Opowiedział mi o tym. Chciał przezwyciężyć swój strach.
- Wierze, że wróci - powiedziała a ja kiwnęłam głową, zgadzając się z nią. - Ale Erin mnie zabije - mruknęła z uśmiechem. Moja matka nie lubiła, gdy podejmowano ważne decyzje bez niej.
- Chyba nie będzie aż tak okrutna. Może będzie kazała ci... - udałam zamyślenie.
- Nosić ją na rękach? - dokończyła Kelly a ja dopowiedziałam:
 - I mówić: Jesteś najwspanialszą osobą na ziemi, Erin. Kajam się do twych stóp...
- Chodź twoje stopy są w dość niewygodnej pozycji do kajania! - przerwała mi i zaczęłyśmy się śmiać.
   Brakowało mi naszych niezobowiązujących rozmów. Ostatnio nie miałyśmy na to czasu.
- Co się dzieje? - nasz śmiech przerwał cichy głos Vivienne. Dziewczynka niedawno skończyła dziewięć lat i urodziła się tutaj. Jej matka przybyła tutaj, gdy była w ciąży. Niestety nie udało się jej uratować. Moja rodzicielka zastępowała jej rodziców, więc była dla mnie jak młodsza siostra.
   Dziewczynka przetarła zmęczone oczy, miały piękny niebieski odcień. Ich kolor wspaniale współgrał z czarnymi włosami.
   Każda z nas była zupełnie inna. Kelly była blondynką o ciemnych, wręcz czarnych oczach. Była dokładnym przeciwieństwem Viv. A ja? Duże miodowe oczy i trochę ciemniejsza od nich czupryna. Jedno w naszym wyglądzie było wspólne. Długość naszych włosów, sięgająły do połowy pleców. Moje kiedyś były dłuższe, ale je ścięłam, przeszkadzały mi.
- Rozmawiamy. Idź spać - powiedziała Kelly a ja się z nią zgodziłam.
- Teraz już nie zasnę. Mogę pogadać z wami? - przytaknęłyśmy. Dziewczynka usiadła obok mnie, położyła ręce na powierzchni stołu i ułożyła na nich głowę.
- Więc o czym rozmawiacie? 
- O tym, że Kelly będzie musiała kajać się przed mamą - odpowiedziałam.
- Oj tak, na pewno. Jak chcesz mogę ją przekonać moim uroczym uśmiechem, żebyś nie musiała tego robić - powiedziała a my po raz kolejny wybuchłyśmy śmiechem.

EILEEN

- I jak poszła ewaluacja? - spytała Shannon. Jedliśmy właśnie spóźniony obiad. Tata musiał dłużej zostać w pracy.
- Chyba dobrze - odpowiedziałam i na nowo zaczęłam "rozgrzebywać" jedzenie. Nie miałam apetytu. - Mogę odejść od stołu? Umówiłam się z April, będziemy jeździć na rolkach.
- Dobrze, ale wróć przed godziną policyjną - kiwnęłam tylko głową i ruszyłam na zewnątrz. Od razu poczułam się lepiej. Świeże powietrze pomagało i to bardzo.
   Nie wiem dlaczego czułam się tak dziwnie. W głowie wciąż miałam strażnika, który przyglądał mi się jakbym była duchem. Powinnam była o tym komuś powiedzieć, ale nie zrobiłam tego. Pielęgniarka powinna jakoś zareagować, lecz ona się nie przejęła. Może ja też powinnam o tym zapomnieć? Po co zaprzątać sobie głowę błahostkami?
   Chwyciłam z rolki i usiadłam na schodach, aby je założyć. Dobrze, że leżały przed domem, bo nie chciałoby mi się ich szukać w garażu. Umiałam jeździć od dziesiątego roku życia. Była to moja pasja, o której zapewne zapomnę po przyjęciu remedium. Muszę się nią nacieszyć. 
- Z drogi śledzie, bo April jedzie! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki i zapięłam ostatni rzep. Podjechałam do niej i się uśmiechnęłam.
- Zwiąż włosy, bo ci się krzywda stanie - powiedziałam, a ona odrzuciła swoje piękne, długie rude włosy i popędziła przed siebie, krzycząc:
- No to mnie będziesz zbierać z asfaltu! Lubię czuć wiatr we włosach! - ruszyłam za nią. Oczywiście moje kłaki były związane w warkocz. Każde możliwe niebezpieczeństwo próbowałam zniwelować do minimum. Byłam zupełnym przeciwieństwem dziewczyny.
   Dogoniłam ją w mgnieniu oka. Po chwili zwolniłyśmy, aby móc porozmawiać.
- Jak ewaluacja? - zapytała, próbując "usunąć" włosy z twarzy.
- Dobrze, ale dziwnie - odpowiedziałam patrząc przed siebie. 
- Dlaczego dziwnie?
- Pytali mnie o Odmieńców, a przecież nigdy o to nie pytają - April wzruszyła ramionami.
- Może chcieli wprowadzić element zaskoczenia.
- Możliwe, ale to i tak dziwne. Zresztą nieważne, co ma być to będzie - lekko się uśmiechnęłam.
- Ale powiedziałaś, że twój ulubiony kolor to zielony, prawda? Gdybyś ich okłamała i powiedziała, że niebieski mogliby cię przydzielić do kogoś kto lubi ten kolor a wtedy byście mieli problem, na jaki kolor pomalować jadalnie, a to przecież mógłby być ogromny problem! - rudowłosa zaczęła wyrzucać z siebie słowa, tak szybko, że ledwo mogłam za nią nadążyć.W końcu przerwała, żeby odetchnąć a ja zyskałam okazję, aby się wtrącić:
- Mój ulubiony kolor to niebieski, idiotko - wyszczerzyła się w uśmiechu - twój to zielony, bo to kolor oczu twojego zdechłego kota - April doskonale wiedziała, że mówię prawdę. Zawsze starała się mnie przekonać, że zielony jest o niebo (swoją drogą cóż za paradoks) lepszy od niebieskiego.
- Niech spoczywa w spokoju. Lordzie Brzuszku zawsze będę o tobie pamiętać! - wykrzyczała w chmury. - Ścigamy się do skrzyżowania. Na trzy startujemy. Raz, dwa.... - dziewczyna wystrzeliła jak z procy i popędziła ulicą.
- A gdzie trzy?! - krzyknęłam za nią, ale ona już nic nie odpowiedziała. Pojechałam za nią, zapominając o otaczającym mnie świecie.

_______________________________________________________________________________
Jak widać w tym rozdziale postawiłam na przyjaźń. I mam nadzieję, że polubiłyście Kelly i April :D
Piszcie co sądzicie, bo to naprawdę bardzo dla mnie ważne! Wtedy wiem co się podobało a co nie. Nawet głupie: "podobało mi się" wywoła uśmiech na mojej twarzy i zmotywuje do pracy. Każdego czytającego proszę o komentarz! Jeżeli czytasz zaznacz w ankiecie umieszczonej pod obserwatorami "Tak", będę wiedzieć ile mniej więcej Was jest :3 Do napisania w następną środę! :D


5 komentarzy:

  1. moim zdaniem jest coraz lepiej. Lord Brzuszek, nie mogę ahahahah xd

    proponuję Ci justowanie tekstu przed opublikowaniem, wtedy będzie wyglądał estetyczniej :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczyna się rozkręcać ;d Udało ci się. Polubiłam Kelly i April. Czekam na więcej. I zgadzam się z powyższym komentarzem: Lord Brzuszek, rozwalające! Po raz kolejny twoje opowiadanie wywołało uśmiech na mojej twarzy ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. super <3 Kelly i April też są fajne ;) nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam i czytam, i stwierdzam, że idzie Ci świetnie! Postanowiłam nominować Cię do Liebster Award ;)
    Więcej informacji na moim blogu: http://some-stories-bymv.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że nie możesz tego wydać... Dla mnie nawet lepsze niż "Delirium". XD

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne i mobilizują mnie do dalszego pisania! Miło by było, gdyby każdy zostawił coś po sobie, nawet krótki komentarz :))