środa, 22 maja 2013

Rozdział II

LEAH

    Wokół mnie panowała cisza. Żadnych głosów. Żadnych odgłosów pracy lub zabawy.
    Za to uwielbiałam miejsce nad strumieniem. Tylko ja i dźwięki otaczającego mnie lasu. Czasami potrzebowałam wytchnienia, spokoju. Kochałam przebywać w obozowisku. To był mój dom. Wszyscy ludzie zamieszkujący azyl byli moją rodziną. Ale raz na jakiś czas przychodzi taki dzień, gdy chce się pobyć samemu.
    Zamknęłam oczy i delektowałam cię promieniami słonecznymi ogrzewającymi moją twarz. Doprawdy wspaniałe uczucie. Ma się wrażenie, że oprócz mnie i słońca nie ma niczego.
    Usłyszałam trzask łamiącej się gałęzi. Wytężyłam słuch. Nie otwierałam oczu, jeżeli był to nieproszony gość musiał myśleć, że nic nie usłyszałam. Miałam nadzieję, że żadnej hienie nie zachciało się odwiedzać tej części lasu. Nie zabrałam ze sobą żadnej broni. W tym momencie podjęłam decyzję.
    Otworzyłam oczy i spojrzałam się w lewo. Ktoś próbował wdrapać się na skałę. Niewiele myśląc strąciłam dłonie nieznajomego, który z pluskiem wpadł do rzeki. Spojrzałam w dół. Skała nie była na tyle wysoko, aby kogoś zabić. Upadek z tego miejsca mógł najwyżej oszołomić.
    Z wody wynurzyła się znajoma twarz. Chłopak spojrzał w górę i uśmiechnął się szeroko.
- Wybacz! - krzyknęłam – trzeba było się nie skradać!
- Nie skradałem się! - odpowiedział i zaczął wychodzić na brzeg. Następnie wdrapał się na skałę. Tym razem go nie strąciłam.
    Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Wiedziałam co chciał zrobić. Mokre, ciemne włosy opadały mu na twarz. Zielone oczy nie uśmiechały się z resztą twarzy, coś było nie tak.
- Pozdrów ode mnie pana Winka – poprosił.
- Jakiego pana... - zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć. Z pluskiem wleciałam do lodowatej wody. Wynurzyłam się.
- Na bombę! - usłyszałam i chwilę potem chłopak wylądował tuż obok mnie.
- Pozdrowiłaś? - zapytał, na co ja pokręciłam głową.
- A kim jest pan Winka?
- Jak możesz nie wiedzieć? Pan Winka to najwspanialsza ryba jaką kiedykolwiek spotkałem. Szczerze mówiąc jedyna. - wybuchnęłam śmiechem i oblałam Travis'a wodą.
- Przez ciebie jestem cała mokra.
- Jakbyś nie zauważyła: ja też – wpłynął pod powierzchnie wody i złapał mnie za nogę.
Otworzyłam oczy, co pod wodą było nie lada wyzwaniem. Obok mnie przepłynęła żaba. Wzdrygnęłam się. Nienawidziłam tych stworzeń. Brzydziły mnie.
    Wypłynęłam na powierzchnie. Rozejrzałam się. Nigdzie nie widziałam Travis'a. Gdzie on się podział? Już chciałam go zawołać, gdy usłyszałam znajomy dźwięk: „plusk”.
- Wiesz co? Spodobało mi się - powiedział z uśmiechem na ustach.
   Wywróciłam oczami i skierowałam się w stronę brzegu.
   Usłyszałam cichy głos chłopaka:
- Leah? Możemy pogadać? - odwróciłam się w jego stronę i kiwnęłam głową. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Od początku to wyczuwałam. Ja i Travis zawsze przychodziliśmy tutaj, żeby porozmawiać. To było nasze miejsce.

***

   Siedzieliśmy na skale. Promienie słoneczne "suszyły" naszą skórę i ubrania. Cierpliwie czekałam aż chłopak coś powie. Nie naciskałam. Nie dałoby to żadnego skutku. Tylko bardziej zamknąłby się w sobie.
   Sama duszę w sobie emocje. Staram się nie wybuchać, aby nikomu nie sprawić przykrości. Tutaj w Głuszy to normalne. Każdy z nas ukrywa to co czuje. Nie lubimy się z tym obnosić. 
   Ale czasami prychodzi taki czas, że nie można już wytrzymać, trzeba "wylać z siebie" wszystkie żale.
   Travis wzdycha i zaczyna mówić:
- Czasami miewam koszmary. Śni mi się, że znowu jestem po drugiej stronie. Chcą mnie wyleczyć, próbuje uciekać, ale oni mnie łapią - głośno przełykam ślinę. Jego sen jest podobny do mojego. Dziwne jest to, że można mieć podobne koszmary i nic o tym nie wiedzieć. - Prowadzą mnie do jasno oświetlonego pomieszczenie, w którym są wszyscy stąd i moja rodzina. Torturują was na moich oczach. Nie mogę na to patrzeć, ale oni mocno trzymają moją głowę. W końcu zabijają jedno z was. Czasami jest to moja mama, czasami Nick albo Lucas. Ostatnio... - robi pauzę i patrzy się na mnie - zabili ciebie - przerywa a ja milczę. Nie wiem co powiedzieć. Nie mogę wytrzymać jego zbolałego wzroku. Odwracam głowę. 
   Wiem, że chcę powiedzieć coś jeszcze, ale boi się mojej reakcji.
- Mów dalej - zachęcam.
- Mówię ci o tym, bo muszę TAM wrócić. Przesunięto termin ewaluacji, a my nie wiemy dlaczego. Ktoś musi się dowiedzieć, co się dzieje - wyrzuca w siebie, a ja z przerażeniem malującym się na twarzy znowu odwracam się w jego stronę.
- Nie możesz tego zrobić - mówię powoli, przeczesując włosy. - Porozmawiam z Kelly, wyślę kogoś innego albo wymyślimy inny plan.
- Nie możesz... - zaczyna, ale ja nie daję mu dokończyć. Wstaje, zeskakuje ze skały i kieruję się w stronę obozowiska. Nie ma mowy, żeby ktokolwiek tam poszedł! Muszę porozmawiać z Kelly, niech zaczeka do powrotu mojej mamy. Omówią tę sprawę później. 
- Leah! - słyszę głos Travis'a. Przyśpieszam kroku, ale chłopakowi udaje się mnie dogonić. Staje przede mną. Próbuje go wyminąć, ale na marne.
- Ja podjąłem tę decyzję, nikt mnie do tego nie zmuszał - jeszcze bardziej nie mogłam w to uwierzyć. Patrzyłam na niego w osłupieniu.
   Nigdy nie spodziewałabym się po nim takiej decyzji. Znam go tak dobrze, ale jednak ciągle za mało. Travis przybył tutaj razem z Lucas'em, dwa lata temu. Od miesięcy planowali ucieczkę. Pięć tygodni przed zabiegiem przekroczyli granicę. Od razu "złapaliśmy kontakt". Oboje byli moimi przyjaciółmi.
- Mogę ci coś powiedzieć? - pytam szeptem, aby nikt nie usłyszał jak mój głos drży. Travis kiwa głową. - Też mam koszmary. Jestem zamknięta w małym pomieszczeniu, przychodzi do mnie lekarz. Udaje mi się uciec, ale oni mnie łapią i aplikują remedium. Wiem, że nawet nie byłam po tamtej stronie, że nie wiem jak tam jest, ale ten sen jest tak realistyczny. Czuję jakbym naprawdę tam była i... - urywam i odwracam wzrok. - po prostu się boję, że to kiedyś się wydarzy - wydaję mi się, że brzmię dziecinnie. Jak małe dziecko, któremu śniły się potwory. Ten koszmar nigdy się nieurzeczywistni. Moja mama nigdy nie pozwoli, abym znalazła się po drugiej stronie.
   Travis obejmuję mnie ramionami i w tym momencie nie czuję się głupio. Czuję się bezpiecznie.
- Rozumiem. Też się boję - szepczę, jakby to była wielka tajemnica. Mam wrażenie, że właśnie staliśmy się bogatsi. Jakby przyznanie się do lęku pomogło. Może rzeczywiście pomaga, może wcześniej tego nie zauważałam.

EILEEN

   Weszłam do domu. W powietrzu roznosił się zapach cynamonu. 
- Ktoś przychodzi? - spytałam Shannon, wchodząc do kuchni. Kobieta wyjmowała ciasto z piekarnika. Odwróciła się w moją stronę i pokręciła głową.
- Pomyślałam, ze deser dobrze nam zrobi.
   Shannon była żoną mojego ojca. Lubiłam ją. Zastępowała mi matkę.
- Tata mówił, o której wraca?- znowu zaprzeczyła. Poczekałam aż odłoży blachę z ciastem na blat. Chciałam przekazać jej nowe wiadomości, które mogły ją zszokować. Kiedyś tata powiedział jej, że Odmieńcy wysadzili Krypty, tak się zdenerwowała, że rozbiła trzy talerze. Wolałam poczekać aż wypiek znajdzie się w bezpiecznej pozycji, aby podzielić się informacjami. Szczerze mówiąc: bardzo lubiłam jabłecznik.- Przesunięto termin ewaluacji na poniedziałek - powiedziałam to beztroskim tonem, aby jej nie zdenerwować. Przyjęła to dość spokojnie, zapytała tylko:
- Wiesz dlaczego? - a gdy zaprzeczyłam kazała mi iść odrabiać lekcje. Odniosłam wrażenie, że o wszystkim wiedziała od dawna. 

***

   Nie mogłam skupić się na zadaniu domowym. Matematyka nie należała do moich ulubionych przedmiotów. 
   Ciągle zastanawiałam się: dlaczego przesunięto ewaluacje? Zaśmiałam się pod nosem. Narzekałam na April, bo tak "przeżywała" tę wiadomość, a sama nie byłam lepsza. Mimo że bardzo chciałam pozbyć się daty ewaluacji z mojej głowy, nie mogłam. Przeczuwałam, że w tym dniu coś się wydarzy, coś ważnego.
   Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić do mojego pokoju wszedł 
Banning, mój przyrodni brat.
- Kolacja gotowa - ogłosił i zaczął kiwać się do przodu i do tyłu. Chłopczyk miał pięć lat. Po moim ojcu odziedziczył blond włosy, a po Shannon niebieskie oczy. Był moim przeciwieństwem. 
   Moje ciemne, długie włosy lekko opadały na plecy. Kolor oczu także miałam zupełnie inny. Miodowy. Kiwnęłam głową. Włosy związałam w kucyk, aby nie przeszkadzały mi przy jedzeniu.
   Razem z Bannym zbiegłam po schodach. W salonie panowała napięta atmosfera.
 - Coś się stało? - zapytałam. Tata odwrócił się w moją stronę z kamienną twarzą.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. Usiądź - nie wiem czy tylko w mojej głowie zabrzmiało to tak poważnie, czy naprawdę tata powiedział to takim tonem. Spełniłam jego prośbę.
- Twoja matka wcale nie zmarła przy porodzie - zaczął - zabili ją Odmieńcy. Uznaliśmy, że powinnaś wiedzieć - w pierwszym momencie nie dotarło do mnie co powiedział, ale po chwili poczułam jeszcze większą nienawiść do tych ludzi. Nie można mordować, bo ma się taki kaprys! Im naprawdę potrzebna jest pomoc. Bez remedium nadal będą roznosić chorobę i zabijać niewinnych.

______________________________________________________________________
Ta- dam! Kolejny rozdział jest! Mam nadzieję, ze się podoba :D
I teraz umówmy się, że nowe rozdziały będą pojawiały się co środę, co wy na to? Uznałam, ze to dobry dzień :) I znowu krótka perspektywa Eileen, ale tak wyszło. Piszcie co sądzicie!
Każdego czytającego proszę o komentarz, jestem wdzięczna za każdy! :3

6 komentarzy:

  1. Świetnie. :) Nie mogę się doczekać kontynuacji. Weny życzę i czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. co środę będzie dobrze, bo przez prawie dwa tygodnie zdążyłam niemal wszystko zapomnieć ;p
    ogólnie - jest bardzo dobrze. tylko byłabym wdzięczna, gdyby rozdział 3 był trochę bardziej poświęcony Eileen, ta dziewczyna ciekawi mnie trochę bardziej niż Leah :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że doczekaliśmy się kolejnego rozdziału. Mnie osobiście podoba się bardziej postać Leah. Ale to zdanie po przeczytaniu dwóch rozdziałów. Zobaczymy co będzie dalej. Uważam, że ta wiadomości jak zginęła matka Eileen to trochę za bardzo tak znienacka napisana, ale to tylko moja opinia. Reszta jest świetna ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnie :D nie mogę doczekać się co będzie dalej ;) chcę już środę <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne:3
    Jestem ciekawa czy tak na prawde matka Eileen zgineła przed Odmieńców bo cos mi tu nie pasuje zeby oni takie rzeczy robili:P
    Czekam na kolejnyy rozdział :3 Niestety przeczytam go dopiero w nastepną sobote bo jade do Francji ;-;

    OdpowiedzUsuń
  6. jak zwykle świetnie :D czekam na dalszy rozdział, musisz szybko pisać! normalnie nie wytrzymam, jak nie dowiem się co dalej. zazdroszczę ci talentu i oczywiście pomysłu *.* obstawiam, że już niedługo Leah pozna się z Eileen, ale nie jestem tego pewna. czekam na dalszy rozdział (:

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne i mobilizują mnie do dalszego pisania! Miło by było, gdyby każdy zostawił coś po sobie, nawet krótki komentarz :))